Fot. Pixabay

Fot. Pixabay

Aktualności

Fabryka frakcjonowania osocza. Czy to ryzykowna inwestycja?

Ten projekt już dwukrotnie się nie powiódł. Na próbie budowy fabryki frakcjonowania osocza Skarb Państwa stracił miliony złotych. Czy tym razem jest szansa na powodzenie? Radosław Sierpiński, który od kilku miesięcy pełni funkcję pełnomocnika premiera do spraw rozwoju sektora biotechnologii, zapewnia, że w ciągu pięciu lat fabryka miałaby generować zyski 80-100 mln zł w skali roku.

Celem budowy frakcjonatora jest uniezależnienie od koncernów międzynarodowych. Obecnie osocze pobierane od polskich pacjentów jest następnie przekazywane za granicę. Do Polski wraca dopiero w postaci gotowych preparatów.

Jak przekazał Radosław Sierpiński obecnie trwają analizy, związane m.in. z doborem lokalizacji fabryki. Chodzi o dostęp do odpowiedniej infrastruktury badawczej. Według wstępnych założeń frakcjonator miałby powstać na zachodzie kraju.

– W tej chwili definiujemy źródła finansowania, zostaną one wskazane we właściwej legislacji. Nie wykluczamy partnerstw publiczno-prywatnych, mając z tyłu głowy to, co się działo, trzeba je zaplanować z największą ostrożnością. Ale główne finansowanie zakładamy z funduszy w dyspozycji Skarbu Państwa, bierzemy pod uwagę wykorzystanie funduszy europejskich, ale nie mogę jeszcze zdradzać szczegółów – mówi dr Sierpiński w rozmowie z „Dziennikiem Gazetą Prawną”.

Koszt budowy fabryki to ok. 500 mln zł. Jak jednak zapewnia dr Sierpiński inwestycja miałaby się zwrócić w ciągu pięciu lat.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *